Dawno temu, każdemu kto próbowałby mi wmówić, że emigruję z ukochanej Polski, wybiłabym to z głowy choćby za pomocą młotka. Podróże kształcą, a życie doświadcza. Tak też Bóg dmuchnął w żagle i okręt mojego życia z rodziną na pokładzie odpłynął w dal, by zacumować gdzieś w samym sercu Wielkiej Brytanii. Od kilku lat uczę się tego "tutaj". Poznaję, doświadczam, smakuję, dziwię się, zachwycam, czasem nie dowierzam, porównuję i opisuję. A kiedyś...? Kto wie, może Bóg znów dmuchnie w żagle i popłyniemy gdzieś dalej, do innego portu? Ale póki co, już dzisiaj zapraszam was na wspólny rejs po Wielkiej Brytanii. Będzie mi bardzo miło gościć was pod moimi żaglami.

wtorek, 3 stycznia 2012

Robin

Jest trochę mniejszy od wróbla, niezbyt płochliwy i ma ciekawe ubarwienie- rudzik zwyczajny-  czyli angielski „Robin” (Erithacus Rebecula). Znacie jegomościa rudzika? Ja znam go bardzo dobrze. Często odwiedza mój magiczny ogród, bacznie obserwując mnie podczas pracy i umilając mi czas swoim  charakterystycznym i przyjemnym śpiewem. Czasami licząc na świeżą dostawę przekąsek siada obok mnie na łopacie i wpatruje się w ziemię. Urocze stworzenie.

Ten mały ptak wędrowny, tutaj w Anglii, jest jednym z ulubionych symboli okresu zimowego i Bożego Narodzenia. Wśród tysięcy różnych projektów kartek bożonarodzeniowych, na wielu z nich widnieje zdjęcie, rysunek lub malunek rudzika. Rudzika można znaleźć na papierze pakowym, na pudełkach z  cukierkami lub ciastkami i jako dekoracje choinkowe. A przecież ten zamieszkujący niemal całą Europe ptak (z wyjątkiem Skandynawii) pojawia się w naszych ogrodach nie tylko zimą. Wprawdzie przemieszcza się nocami na przełomie marca i kwietnia lub września i października, ale w Wielkiej Brytanii można go spotkać o każdej porze roku. „A Robin is all year, not just Christmas” (Rudzik jest przez cały rok, a nie tylko w Boże Narodzenie). Dziś opowiem wam krótko jak to się stało, że spośród wielu ptaków to właśnie ten o pomarańczowym brzuszku, czy raczej pomarańczowej klatce piersiowej, stał się angielskim symbolem świąt Bożego Narodzenia.
Przenieśmy się na moment do czasów wiktoriańskich. Wówczas rudzika nie nazywano zwyczajnie robinem (ornitolodzy tak krótką nazwą nazywają tego ptaka dopiero od 1952 roku), tylko był to „Robin Redbreast”. I takiej właśnie nazwy od rudzika użyczyli listonosze na czas Bożego Narodzenia. W tamtych czasach listonosze często pracowali podczas Świąt Bożego Narodzenia roznosząc kartki i paczki. Ale w te dni na swoje uniformy nakładali charakterystyczne czerwone tuniki, które nazywano nie inaczej jak „Robin redbreast”. Listonosze w tych dniach byli bardzo wyczekiwani  i radośnie witani przez adresatów przesyłek. Z czasem towarzystwo pocztowców postanowiło wizerunek rudzika umieścić na kartkach i znaczkach świątecznych i tak po dziś dzień ptak ten na nich gości, choć dziś już Poczta Królewska nie pracuje w czasie świąt.
A czy znacie legendę o pomarańczowym brzuszku rudzika? A chcecie ją poznać? W stajence, gdzie narodził się Jezus, Maryja, która cały czas była zajęta Dzieciątkiem poprosiła znajdujące się tam zwierzęta o podtrzymywanie wygasającego w ognisku ognia. Wokół zaczynało się robić dość zimno. Aby ogień nie wygasł całkowicie trzeba było delikatnie dmuchać w żar. Niestety, żadne zwierze nie chciało się podjąć tego zadania, ponieważ bało się ognia. Tylko jeden mały brązowy ptaszek odważył się pomóc Matce Jezusa. Usiadł w pobliżu ogniska, zaśpiewał i zaczął dmuchać. Ciężko mu było, bo przecież sam był małym ptakiem. Dmuchał i dmuchał aż płomienie znów ożyły. Ogień nie zgasł. Małemu Jezusowi zrobiło się cieplej. Niestety, jeden płomień buchną z taką siłą, że aż poparzył jego brzuch. Maryja w nagrodę za pomoc i odwagę sprawiła, że plama po oparzeniu stała się prawdziwą ozdobą małego ptaszka. Odznaczeniem za dobre serce.

I pewnie tak jest, ma dobre serce skoro właśnie rudzik jest najczęściej przybranym rodzicem kukułczych dzieci. A ja? Ja bardzo lubię je widzieć w ogrodzie i słyszeć ich śpiew o każdej porze roku. A jak mi pozwolą, to chętnie zrobię im kilka kolejnych zdjęć.






7 komentarzy:

  1. Dzięki za opowieści o rudziku. Ja zobaczyłam tego ptaszka 2 lata temu jak przeniosłam się do Danii. I od razu się w nim zakochałam. Niestety mój jest troszkę płochliwy i jedyne zdjęcia jakie mam to przez szybę.
    Pozdrowionka....

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna historia.Znana mi jest ta prześliczna ptaszynka.Dzięki za koncercik:)))
    Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie i Twoich Najbliższych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna opowieść,
    piękny koncercik,
    śliczne ptaszki
    i rewelacyjne fotki,
    a przygoda niezwykła:D
    Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, często zaglądam na Twój blog.
    Piękne zdjęcia, rzetelne informacje i taki fajny sposób pisania........
    Pozdrawiam Alicja

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczny blog, świetna relacja , śliczne ptaszki i piękny śpiew:):):)
    A fotki niesamowite:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam serdecznie, na Twoją stronę natknąłem się przypadkowo. Zajmuję sie fotografowaniem ptaków, a rudzik jest jednym z moich ulubionych ptaków do focenia. Pięknie śpiewa, nie jest płochliwy :) Zapraszam na moją stronę, publikuję tam wiele zdjęc ptaków -> http://www.rozenek.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna opowieść o rudziku,w moim ogrodzie mieszka taki ptaszek.W tym roku wyhaftowałam obrazek z rudzikiem i za chwilę będzie na moim blogu .Zapraszam:)))http://lucyzglowawchmurach.blogspot.com/
    Pozdrawiam Lucy:)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za to, że tu zaglądacie. Będę bardzo szczęśliwa czytając wasze komentarze-zawsze na mnie działają niczym balsam i sprawiają mi prawdziwą radość.