Dawno temu, każdemu kto próbowałby mi wmówić, że emigruję z ukochanej Polski, wybiłabym to z głowy choćby za pomocą młotka. Podróże kształcą, a życie doświadcza. Tak też Bóg dmuchnął w żagle i okręt mojego życia z rodziną na pokładzie odpłynął w dal, by zacumować gdzieś w samym sercu Wielkiej Brytanii. Od kilku lat uczę się tego "tutaj". Poznaję, doświadczam, smakuję, dziwię się, zachwycam, czasem nie dowierzam, porównuję i opisuję. A kiedyś...? Kto wie, może Bóg znów dmuchnie w żagle i popłyniemy gdzieś dalej, do innego portu? Ale póki co, już dzisiaj zapraszam was na wspólny rejs po Wielkiej Brytanii. Będzie mi bardzo miło gościć was pod moimi żaglami.

poniedziałek, 12 września 2011

Zaczarowana Kornwalia


Dzisiaj rano idąc z moją Zosią przez park miałyśmy okazję pozbierać pierwsze brązowe i lśniące kasztany. Zapachniało jesienią. Od kilku dni szalejące wiatry zdają się poganiać tę pomarańczowo-żółtą porę roku do szybszego nadejścia.
Można nawet odważnie powiedzieć, że lato już prawie minęło. Ma spakowane walizki i tylko czeka na właściwy moment by odfrunąć wraz z ciepłymi promieniami słońca i dłuższymi letnimi dniami gdzieś daleko. Tegoroczne lato przeszło jakby obok mnie. Cóż… i tak też bywa. Liczę jeszcze na pogodną i ciepłą jesień. Taką kolorową jesień, bo przecież ja tak kocham kolory. Ale chyba najważniejsze – jesień pozbawioną chorób i innych przykrych niespodzianek.

W Kornwalii byłam kilka razy. Tak… wiem… dawno już chciałam wam pokazać, choć małą cząstkę Kornwalii, którą ja znam. Taką Kornwalię spacerową. Ci z was, co lubią zaglądać na ten blog wiedzą, że do tego -patrząc na mapę- długiego kawałka ziemi, wgryzającego się od zachodnio-południowej części Anglii w głąb oceanu, przez jednych nazywanego angielską riwierą a przez innych przemysłową pustką - bardzo lubię wracać. Oj lubię! Niejednokrotnie już zabierałam was w tamte strony; EdenProjectruiny zamku świętej Katarzyny, Looe, Zaginione Ogrody Heligan, Tintangel  Byłam tam jesienią, wiosną i latem. Bez względu na porę roku, zawsze oddycham tam innym powietrzem i prawdziwie odpoczywam.
Nie da się poznać Kornwalii jadąc jej głównymi drogami: od miasta do miasta, choć już tak podróżując doznaje się dziwnego uczucia falowania. Kornwalia to pagórki. Wiecznie zielone łąki pełne owieczek, krów i koni… W każdej mijanej miejscowości napotykamy charakterystyczne białe domy i puby zapraszające na szklaneczkę piwa i tradycyjny kornwalijski posiłek.




Od czasu do czasu wyłania się wieża kościelna lub jakieś ruiny zamków… niby nic szczególnego, a jednak…

Ale wystarczy zjechać na jakąkolwiek drogę podrzędną, o choćby po to, by dostać do jednego z bardzo wielu portowych miasteczek i nadmorskich wiosek, doznajemy nierzadko uczucia cofnięcia się w czasie. Cofnięcia się do czasów, kiedy drogami jeździły zaprzęgi konne lub kiedy samochód był jeszcze rzadkością i nie było potrzeby budowania dróg odpowiednio szerokich i w miarę prostych.


Drogi wiją się jak wstążeczki. Są w większości wypadków tak wąskie, że wyminięcie się dwóch samochodów zdaję się być niemożliwe. Wąskie, pełne zakrętów drogi, po obu stronach porośnięte gęstymi i zielonymi parawanami bujnej roślinności, w których co jakiś czas wycięto jakiś kawałeczek krzewów po to, by w razie konieczności nadjeżdżające auto mogło wtulić się w tą wyrwę dając pierwszeństwo przejazdu samochodowi jadącemu z naprzeciwka. Czasami drogi te prowadzą wzdłuż pół, innym razem przez lasy albo nad przepaściami. Ci, którzy mają chorobę lokomocyjną muszą być przygotowani na trudne warunki jazdy i mieć woreczek w zasięgu ręki.



Cała Kornwalia to pola, lasy i wzgórza, które im bliżej morskiego brzegu stają się mniej łagodne, strome i skaliste. Skały są jakby granicą, oddzielającą zieloną część hrabstwa od oceanu.  A na skalistych brzegach królują domki okolicznych mieszkańców i pola kampingowe. Wiele ścieżek spacerowych unosi głodnych widoków spacerowiczów jakby w powietrzu, nad samym brzegiem morza. Wysoko. Czasami trzeba nieźle się namęczyć by wdrapać się na kolejne urwisko i spojrzeć w ciemnoniebieską otchłań żywiołu. Widoki urzekające. Malownicze. Wcale nie dziwi mnie fakt, że tak wielu artystów pokochało tą część Zjednoczonego Królestwa i utrwaliło jej fragmenty na płótnach, fotografiach, w powieściach i w filmach.










Z jednej strony skaliste brzegi morza, z drugiej zielone pagórki, wiejskie zapachy i cisza. Można tu spotkać konie proszące o chwile uwagi, osiołki szukające cienia i zainteresowaniem przyglądające się „gapiom”. Można zachwycić się dziko rosnącym różanecznikiem, naparstnicami czy pięknymi wiciokrzewami oplatającymi przydrożne krzewy. Nasze czworonożne pupile mogą liczyć na łyk wody z misek wystawianych przed domy przez mnieszkańców.








Kornwalijskie plaże na pierwszy rzut oka nie należą do tego rodzaju plaż, które mogą zapierać dech w piersiach i bezgranicznie zachwycać. Przede wszystkim wydają się małe, wąskie, jakby siłą wydzierające oceanowi kawałek miejsca pomiędzy skalnymi urwiskami, które można by nazwać plażą. Kamieniste. Nawet piasek, często na widokówkach i w przewodnikach ukazywany, jako złoty tak naprawdę jest brunatny, brązowy i gruby. Ale to tylko chwilowe wrażenia. Wystarczy tylko trochę cierpliwości, a ocean podaruje nam wielką niespodziankę. Odpływający ocean potrafi powiększyć każdą plażę od 200 do 300 metrów. Spod wody wyłaniają się wcześniej niewidoczne skałki, pomalowane w paski i plamki. Piasek wygładza się i robi się drobniejszy. Okoliczne mewy z wrzaskiem wyszukują wszelkich smacznych stworzeń, którym nie udało się uciec razem z wodą. Muszelki wciąż zamieszkałe przez wodne stworzenia nie są w stanie dać się oderwać się od skałek. Przy pięknej pogodzie, w czasie odpływów plaże zapełniają się ludźmi, dziećmi i psami. Na horyzoncie pojawiają się wycieczkowe żaglowce, jakby żywcem wzięte z filmów o piratach, jachty i inne morskie pojazdy.  Możliwe się robią wędrówki od miejscowości do miejscowości brzegiem morza.  Byle nie dać się zaskoczyć przypływowi, który potrafi być bardzo niebezpieczny.






W Kornwalii odpoczywam. Mam tam na wyciagnięcie ręki, czy raczej nóg możliwość „poznęcania” się nad mięśniami i zmuszania ich do pracy w czasie kilometrowych wędrówek po pagórkowatych okolicach. Mogę też usiąść na skałce i bezmyślnie wpatrywać się w dal słuchając głośnych uderzeń fal o skałki. Możemy każdego dnia poszukiwać muszelki, kamyki, kraby, zabłąkane rybki i nie przeszkadza nam ani upalne słońce, ani fakt, że po plaży chodzimy w kaloszach i płaszczach przeciwdeszczowych. A gdy się znudzimy, uciekamy do pięknych tutaj lasów lub do miasteczek, ogrodów i muzeów. Kornwalia zdaję się zaspokajać potrzeby każdego turysty. Dla każdego coś miłego. Będę z utęsknieniem czekać na moją kolejna wyprawę w tamten zakątek świata.


7 komentarzy:

  1. No to fajnie, że już zdrowie wróciło. Tak trzymać! Co do Kornwalii - dla mnie wszystko co od Dorset na zachód jest wyjątkowo piękne. Piękne miejsca, i ta zieleń! Nie mogę uwierzyc, że drogi moga być gdziekolwiek węższe niż były w West Berkshire:)))Na 80% wracam na Wyspy z końcem roku, Devon jesli się uda:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że znów piszesz :) Mogą być chyba węższe, na przykład w Looe, ale Ty masz porównanie :) Również tęsknię za Kornwalią, i za całą WB :) Ehhhh... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo mi Cię brakowało.Tych pięknych podróży.Cudownych relacji.Ale przede wszystkim uspokojenia, że wracasz do zdrowia i że wszystko w porządku.Jak zwykle stworzyłaś, opisując tą wycieczkę tak cudowny klimat że nie chce się wracać:))))Jakże piękne i zdrowe jest zapewne to "znęcanie " się nad mięśniami.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie życząc samych radosnych dni i pięknej barwnej jesieni

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne widoki. Ja również mam nadzieję na piękną jesień. Pod koniec miesiąca przylatuje do nas kuzynka,chcielibyśmy jej pokazać najładniejsze zakątki Anglii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo wam dziekuje za te mile i nie wiem czy zasluzone komentarze. Nic tak nie cieszy jak fakt, ze to co pisze i umieszczam jest chetnie czytane i ogladane. Mam nadzieje, ze moje pluca zapomna o chorobach i tej jesieni a potem zima odpuszcza sobie ukladania mnie do lozka.Pozdrawiam was i jeszcze raz dziekuje za to, ze jestescie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kornwalia jest cudowna!:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa kraina.Fajny artykuł.
    Zapraszam do mnie na jeden dzień z życia Kornwalii:

    http://artoffoto.eu/2016/03/28/kornwalia-w-jeden-dzien-relacja-z-wyprawy

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za to, że tu zaglądacie. Będę bardzo szczęśliwa czytając wasze komentarze-zawsze na mnie działają niczym balsam i sprawiają mi prawdziwą radość.